Siemako!

Nie licząc ostatniego wpisu recenzującego jedną z moich ulubionych książek, dawno mnie tu nie było :) Było to spowodowane zarówno przeprogramowaniem mojej strony, brakiem czasu, jak i koniecznością nauczenia się jak-tu-się-do-cholery-wstawia-zdjęcia :) Jednak kiedyś musi być ten pierwszy raz, więc mam nadzieję, że uda mi się umieścić zdjęcie do tego posta.

Tablecik

 

 

 

 

 

 

Och, działa! Yehaaaaaaw :D:D   A skoro wszystko się udało, niebawem pojawi się tu haul zakupowy :)

P.S. Na zdjęciu – najlepszy relax ever: tablet, You Tube, świeczka, kubek z psem, a w kubku mleko :)

„NIEBO MONTANY” / „MONTANA SKY” Nora Roberts

niebo-montanyJeśli ktoś uwielbia klimaty prawdziwie kowbojskie, to ta książka jest dla niego. Cztery pory roku na Montanie, piękne lato, mroźna zima, lecz pośród tych sielskich widoków toczy się walka o rancho. Jack Mercy odszedł z tego świata, lecz oprócz pokaźnego majątku, zostawił też trzy piękne córki. Według testamentu każda z nich ma prawo do jednej trzeciej rancha, lecz warunkiem jest konieczność spędzenia na nim roku. Dla Willy nie jest to problemem, gdyż urodziła się tu i wychowała, poza tym ciężko pracuje, więc wie jak należy prowadzić gospodarstwo. Problem pojawia się, gdy do Montany przyjeżdża Tess – wschodząca hollywoodzka scenarzystka. Jest bardzo ładna, ale też bardzo wybredna i bezpośrednia. W życiu liczą się dla niej pieniądze i dobra zabawa. Trzecia z córek Jacka to nieśmiała Lily, która ucieka przed swoim byłym mężem psychopatą. Wszystkie trzy muszą spędzić ze sobą rok pod jednym dachem. Niby nic wielkiego, a jednak na ranchu zaczynają się dziać dziwne rzeczy – ginie bydło, pojawiają się morderstwa na ludziach. Sytuacja wygląda bardzo poważnie. Wszyscy podejrzewają byłego męża Lily, jednak….. Zakończenie książki jest naprawdę zaskakujące. Klimat stworzony przez książkę jest niesamowity. Możemy niemalże odczuć jak to jest mieszkać na ranchu, wśród pyłu, kurzu, koni i mroźnego powietrza Montany. Nora Roberts nie byłaby sobą, gdyby nie wplotła w swoje powieści wątku miłosnego, zatem i tu w tej kwestii nas nie zawodzi. Mamy więc tu miłość, konie, kowboje, ah, czego można chcieć więcej! Książkę polecam i polecam również film o tym samym tytule z naprawdę dobrą aktorską obsadą.

For readers who love the cowboy theme, this book is for them. The story spans four seasons in Montana, including a beautiful summer and a cold winter. Amongst the beauty, there is a battle for the ranch. Jack Mercy left this world. Besides his impressive property, he also left behind his three daughters. His will grants each of them a third of the ranch, but there is one condition, they have to spend a whole year together on the ranch. For Willa it’s not a problem because she was raised there. She also works really hard, and she knows how to maintain a farm. The real problem appears when Tess, a rising Hollywood writer, comes to Montana. She is really pretty, but also picky and very direct. For her, the most important things in life are money and having fun. Jack’s third daughter is shy Lily. She is still running away from her ex-husband, who is psychopath. All three women have to spend a year under the same sky. Maybe it’s not a big deal, but weird things are ocurring on the ranch. Cattle are being killed, and there are murders as well. The situation is serious. Everybody thinks that Lily’s ex-husband is guilty, but… The end of the book is really surprising. The tone of the book is amazing. We can imagine we are on a ranch, among the dust and dirt, and the cold fresh air of Montana. Nora Roberts always writes about love, it’s just her style, and once again she does this perfectly. So we have love, horses, cowboys… what more can you need! Of course I recommend this book, and the movie as well, it has the same title with a really good cast.

„W GODZINACH PRACY” Lucy Kellaway

wgodzinachpracyTa umoralniająca, jak się okazało, książka, wydawała mi się zabawną historią opisującą nieprzyzwoite związki w pracy. Jednak historia ta wcale nie okazała się zabawna, gdyż po prostu pokazuje rzeczywistość, jaka nie rzadko dzieje się podczas spędzania długich godzin biurowych ze swoim szefem, współpracownikiem czy podwładnym. Bohaterkami są dwie kobiety, które wplątują się w dość paradoksalne związki. Starsza z nich, notabene zamężna, romansuje z dużo młodszym od siebie chłopcem, a młodsza z dużo starszym i żonatym szefem. Żadna z nich nie wychodzi obronną ręką z tych dziwacznych związków, a wręcz przeciwnie, dostaje kopniaka od życia wraz z dobrą nauką na przyszłość. Jednocześnie, każda z nich mimo poniesionej klęski, nie żałuje tych wszystkich przeżyć i uniesień, które towarzyszyły romansom. Jak już wspomniałam, książka nie należy do rozrywkowych, a raczej do pouczających pozycji. Nie jest zbyt smutna, ale też nie wesoła, mimo to wciąga czytelnika, bo chcemy wiedzieć, jaki będzie koniec tej z początku niewinnej „rozrywki”. Autorka w bardzo dobry i trafny sposób opisała emocje głównych postaci, ich lęki, przemyślenia. Fabuła powieści ma miejsce przeważnie z biurze lub w pokojach hotelowych, czyli w typowych miejscach, gdzie przytrafiają się romanse.

„Stephanie Plum. Dziewczyny nie płaczą. Szczęśliwa siódemka” Janet Evanovich

stephanie_plum_dziewczyny_nie_placzaszczesliwa_siodemka_IMAGE1_286773_4Główna bohaterka Stephanie, pracuje jako łowczyni nagród, ale jest to nic innego jak windykator do spraw poręczeń. Stephanie jest szalona, energiczna, niezamężna i żądna przygód, których w jej życiu nie brakuje. W tej części próbuje dorwać staruszka, który umawia się z jej babcią i który stale ucieka sprzed jej wzroku. Czy Stephanie uda się schwytać nikczemnego człowieka? Czy będzie musiała skorzystać z pomocy Komandosa, który w ramach zapłaty żąda tylko tego, czego mężczyzna może żądać od pociągającej, młodej kobiety? A może poradzi sobie sama? Czy zdecyduje się na poważniejszy związek z obecnym partnerem? Sięgnęłam po tę pozycję, choć tak naprawdę chciałam wypożyczyć inną część opowieści o Pani Plum. Książka nie wydała mi się zbyt interesująca, chwilami po prostu mnie usypiała. Choć jest to w pewnym sensie kryminał, to nie trzymał mnie w napięciu, a chwilami tylko wstrząsałam się z obrzydzenia na skutek opisów sytuacji. Wiem, że większość czytelników zachwyca się pozycją „Jak upolować faceta”, jeśli jednak owa książka jest utrzymana w tym samym tonie, to porządnie się zastanowię zanim po nią sięgnę. Opisywana pozycja mnie nie wciągnęła, a główna bohaterka miała czasem tak przekolorowane przygody, że aż wierzyć mi się nie chce, że gdzieś na świecie windykator pracuje  w takich warunkach.

„THE HUMAN COMEDY” William Saroyan

The_Human_ComedyCzasy II wojny światowej i małe miasteczko Itaka to tło wydarzeń książki. „The human comedy” występuje w polskiej literaturze pod tytułem „Komedia ludzka”. Powieść została zekraniowana jako „Śmierć nie omija Itaki”. Główny bohater, Homer Macauley, to trzynastoletni chłopiec, który zatrudnia się wbiurze telegraficznym jako goniec. Dzień dzieli między szkołę, dom i pracę. Jest jeszcze bardzo młody, ale niezwykle odpowiedzialny i pracowity. Ma dwie starsze siostry i młodszego brata oraz bardzo uczciwą i szczerą matkę. Ojciec zmarł, a najstarszy brat jest żołnierzem i walczy na froncie. Homer jest bardzo silnie związany z rodziną, dla której jest w stanie zrobić wszystko. Już od pierwszych stron nabieramy sympatii do tego młodego człowieka. Książka opisuje codzienne życie w miasteczku, ludzkie problemy i czasem smutne, czasem wesołe zdarzenia. Ogólnie fabuła nie trzyma specjalnie w napięciu, jednak jest kilka momentów, które zapadają w pamięć. Myślę, że obejrzę film i porównam między nim a książką.

„KODEKS UCZUĆ” Nora Roberts

kodeks-uczucKto by pomyślał, że przez zupełny przypadek trafię na ciąg dalszy losów rodziny Blade’ów i McGregorów z „Zagraj ze mną” Nory Roberts! A jednak trafiłam i jestem bardzo zadowolona z zaspokojenia czytelniczej ciekawości. Oczywiście nastąpiła zmiana głównych bohaterów i teraz są nimi Diana Blade i Caine McGregor. Są prawnikami i obydwoje mają ambicje, by zajść wysoko po drabinie kariery. Niespodziewanie dla nich samych zakochują się w sobie i choć bronią się przed tym uczuciem, jest ono nieuniknione. Diana ma w sobie indiańską krew, która daje o sobie znać w sytuacjach napięcia i zagrażenia. Nie lubi, gdy ktoś kieruje jej życiem, bo przypomina to jej ciotkę, która próbowała wyplenić z niej naturę Komanchów – indiańskiego plemienia. Stara się więc zawsze siebie kontrolować. Jednak wszystko się zmienia, gdy poznaje Caina. Jej życie przewraca się do góry nogami, a ona sama jest zła na siebie, że nie potrafi wziąć się w garść. Fabuła książki, jak na babskie czytadło przystało, jest prosta, trochę banalna, ale przyspiesza bicie serca i na pewno większości kobiet miło się czyta takie romanse. W „Kodeksie uczuć” Nora kolejny raz pokazuje silną i niezależną kobietę, pewną siebie i zadziorną, lecz w środku kruchą i pragnącą miłości. Myślę, że każda z nas taka właśnie jest, dlatego autorka odniosła tak ogromną sławę pisząc swoje dzieła. Polecam, a ja biegnę po kolejne książki.

„IRLANDZKA KREW” Nora Roberts

irlandzka-krewNa tyle przeczytanych przeze mnie książek, nie spotkałam się jeszcze z takim ideałem mężczyzny, jaki prezentuje Travis Grant, jeden z głównych bohaterów „Irlandziej krwi”. Travis to ucieleśnienie kobiecych marzeń, ma wszystko to, co powinien mieć mężczyzna, by kobieta mogła się w nich zakochiwać od nowa. Tą szczęśliwą okazuje się być Adelia, główna bohaterka książki, która do końca jest przekonana, że nie podoba się Travisowi. Adelia to uparta i krnąbrna Irlandka, i choć jest bardzo drobnej postawy, potrafi okazać siłę i ciężko pracować. Jej miłością są konie i wszystko, co się z nimi wiąże. Po utracie bliskich oraz sprzedaży własnego gospodarstwa, postanawia przemierzyć ocean, by na stałe zamieszkać z wujkiem, jedynym krewnym, jaki jej pozostał. Boi się nowego, ale wie, że nie ma do czego wracać. Wuj Adelii – Padrick, pracuje u Travisa na rancho. Tak właśnie Adelia poznaje swojego oblubieńca i choć wzbrania się przed miłością do niego, los robi swoje. To dopiero druga książka Nory Roberts, któa wpadła mi w ręce i po której mam ochotę na kolejne dzieła autorki. Mamy tu wszystko, czego nasza wyobraźnia potrzebuje, by przenieść się w wiejski, spokojny świat. Nie sposób oderwać się od lektury i nie sposób powstrzymać motyli w brzuchu, gdy Travis patrzy na Adelię. Może ciężko to zrozumieć, ale naprawdę pisarka tak wszystko zobrazowała (oczywiście jest tu duży wkład tłumacza), że czytelnik czuje, jakby oglądał film. „Irlandzka krew” to książka na weekend, ale w pamięci na pewno pozostaje na dłużej.

„ODKURZANIE FIRMAMENTU” Irena Matuszkiewicz

1054304136Sabina to kobieta silna i wytrwała. I choć kiedyś los doświadczył ją podle, to wie, że za swoją głupotę trzeba płacić. Niegdyś karierowiczka, właścicielka kawiarni, w której zwykły człowiek nie miałby czego szukać, teraz sprzątaczka i handlarka na Allegro. Sprząta mieszkania artystów, a popołudniami dorabia wykonując wraz ze wspólniczką naszyjniki z kamieni. „Odkurzanie firmamentu” ma więc dwuznaczny tytuł – z jednej strony chodzi po prostu o pracę sprzątaczki w domach gwiazd, ale z drugiej, moim zdaniem, chodzi o uporządkowanie swojego życia, zarówno finansowego, jak i duchowego. Sabina ma około pięćdziesięciu lat, ciężko pracuje i stara się nie poddawać. Wierzy, że kiedyś spłaci kolosane długi, zaciągnięte najpierw w bankach, później w mniejszych instytucjach. Przez około dwanaście lat pracuje wytrwale i liczy się z każdym groszem. Dodatkowo ma w domu chorego męża, który niegdyś zapalony sportowiec zdobywający medale, obecnie wrak człowieka, leży na kanapie i nie chce się nigdzie ruszać, oprócz krótkich wypadów do lodówki pod nieobecność żony. Książka na pierwszy rzut oka wydaje się smutna i szara, jednak tak naprawdę jest to bardzo pouczająca lektura, która nie raz nas bawi. Matuszkiewicz kreując postać Sabiny tak naprawdę nakreśliła obraz wielu osób borykających się w trudnościami dnia codziennego. I jak każdy, ma chwile lepsze i gorsze. Książka kończy się dość dobrze, jednak nie jest to żaden happy end, bo gdy człowiek ma wieczne problemy, to najdrobniejszy promyk słońca jest w stanie go cieszyć, więc pisarka nie koloryzuje, lecz przedstawia rzeczywistość. Moim zdaniem książkę warto przeczytać i powiem śmiało, że jest lepsza niż niejeden poradnik pozytywnego myślenia.

„KONIEC WIOSNY W LANCKORONIE” Agnieszka Błotnicka

koniec-wiosny-w-lanckoronieMagda, główna bohaterka, to kobieta sporych rozmiarów, która nigdy specjalnie nie przejmowała się swoją wagą, dopóki nie rostała się z chłopakiem, Filipem. Nakłoniona przez koleżankę, by przymierzyła kostium kąpielowy zauważa z rozpaczą, że nie mieści się w niego pod żadnym względem. Postanawia rozpocząć walkę o samą siebie i swoje lepsze jutro. Powoli, małymi kroczkami zabiera się do pracy. Bierze urlop, spontanicznie wyjeżdża do tytułowej Lanckorony i w przypływie sił zaczyna wyzwanie. Niefortunnie skręca kostkę i wszystkie plany spełzają na niczym. Jednak Magda próbuje dalej. Jak nie ćwiczeniami, to dietą. Gospodyni domku, w którym się zatrzymała, pani Miłka, jest mistrzynią gotowania, więc nawet z najmniej apetycznej potrawy, potrafi stworzyć cudowny posiłek. W końcu Magda wprowadza w życie zarówno dietę jak i ćwiczenia. Przy okazji nawiązuje kilka nowych znajomości z tubulcami, ale najczęściej wraca myślami do pewnego wyjazdu z Filipem do Konstancina. Sądzi, że to przez ten wypad wszystko między nimi się popsuło. Przeanalizowawszy wszystko oraz zrzuciwszy kilka zbędnych kilogramów, wraca do Warszawy i zaczyna życie na nowo. Lecz los znów rzuca ją na drogę Filipa. Nie będę zdradzała zakończenia, ale książka kończy się zaskakująco i daje do myślenia – co dalej? Agnieszka Błotnictka stworzyła fajne postaci i ciekawy klimat. Czyta się przyjemnie i z zainteresowaniem. Cała lektura utrzymana jest w jednym i tym samym rytmie, przewija się przez nią kilka godnych zapamiętania uwag, ale przede wszystkim jest w niej mnóstwo humoru, bo główna bohaterka została obdarzona sporym dystansem do samej siebie. Polecam!

„ZAGRAJ ZE MNĄ” Nora Roberts

zagraj-ze-mnaNigdy w życiu nie przypuszczałam, że sięgnę po tę autorkę, a jednak. I nie żałuję bo choć babska to literatura, to jednak wciągająca i wcale nie taka melodramatyczna. Główna bohaterka owej książki to Serena, córka bardzo dobrze sytuowanego małżeństwa. Jednak nie chcąc korzystać z dobroci majątku, który posiada, postanawia zarabiać na swoje utrzymanie sama. Dlatego zatrudnia się na statku jako krupierka w kasynie. Jest to statek wycieczkowy, więc bohaterka poznaje przy okazji mnósto ludzi, między innymi Justina, który odegra nie małą rolę w jej życiu. Na wierzch wypływa też pewna tajemnica związana ze spotkaniem tych dwojga. Fabuła, wydawałoby się, banalna, ale wcale tak nie jest. Jest wątek miłosny, ale też kryminalny. Ja przeczytałam tę książkę w ciągu dwóch dni. Podejrzewam, że książki Nory Robert są pisane w podobnym stylu, niemniej jednak zapadają w pamięć i na pewno czytając o silnych i niezależnych kobietach (a z tego, co mi wiadomo, takie u Nory przeważają), niejedna z nas poczuje przypływ energii i wiary w siebie.