Archiwa kategorii: Blog

Targi Książki 2013r.

Minął już tydzień od Warszawskich Targów Książki, na których oczywiście nie mogło mnie zabraknąć. Przez ostatnie dwa lata, ze względu na szkołę nie mogłam w nich uczestniczyć, dlatego w tym roku obowiązkowo i z przyjemnością wybrałam się na to wydarzenie. Pogoda dopisała, gdyż słońce prażyło zdrowo i wesoło, a dzięki temu i humory były odpowiednie. W tym roku Targi Książki zorganizowano na Stadionie Narodowym, a nie, jak co roku, w Pałacu Kultury. Oczywiście pomysł uważam za słuszny, gdyż w Pałacu nie dało się przejść od stoiska do stoiska. Natomiast na stadionie było mnóstwo miejsca i nie było duszno z powodu tłoku. Na Targach zagościliśmy rano, bo kilka minut po 10:00. Nie było jeszcze zbyt wielu autorów i znanych osób, jednak nie było też zbyt dużo ludzi, więc można było dokładnie rozejrzeć się po wszystkich stoiskach. Zakupiliśmy kilka książek i zrobiliśmy kilka zdjęć, ale niestety telefonami, bo nie zabraliśmy aparatu. Ale dobre i to. Zresztą za rok kolejne Targi i mam nadzieję, że oczywiście na nich zagoszczę.Targi ksiki1 Czytaj dalej Targi Książki 2013r.

Boernerowo i las

Wczorajszy wypad na Boernerowo nie rozwijał przed moimi oczami zbyt optymistycznej wizji wypoczynku. Zmęczeni szukaniem nowego parkingu, bez jedzenia i tylko z butelką wody, wybraliśmy się na słynne miejsce, na którym polegli młodzi powstańcy w 1944r. Po dotarciu do celu okazało się, że stoi tam skromny lecz zadbany pomnik upamiętniający to przykre wydarzenie.

Boernerowo Czytaj dalej Boernerowo i las

Wielkanoc

Wielkanoc w tym roku upłynęła pod znakiem śniegu. Sypało ciągle i wszędzie. Drzewa, budynki i pozostałe nieruchomości w mig pokryły się białą warstwą śnieżnego pyłu. Padało, wiało i przykrywało pierwsze oznaki wiosny. Kilka dni wcześniej słońce wróżyło dobrze – że lada chwila pożegnamy się z puchowymi kurtkami. Jednak trudno wyobrazić sobie, że niedługo zastaną nas ciepłe dni, kiedy stoimy po kolana w zaspie. Wszelkie nadzieje na poprawę pogody odpłynęły na drugi plan. Na pierwszym planie zaś pojawił się koszyk wielkanocny wraz z całymi jego dobrodziejstwami. I tym należało żyć. I tym się cieszyć. Święta Wielkiej Nocy, jak żadne inne, niosą ze sobą refleksję nad życiem i radość. Zmartwychwstanie powinno istnieć w życiu każdgo człowieka. Bo są takie chwile, gdy musimy rozliczyć się z nami samymi. Często pragniemy zacząć po prostu wszystko od nowa. I tym początkiem czegoś nowego powinien być dla nas akt przemienienia duszy, myśli i zachowań na lepsze ścieżki – czyli zmartwychwstanie. Przeistaczając siebie, swoje życie, można dokonywać też innych zmian. Zmian poważnych, ale też wesołych. I taką właśnie wesołą zmianą, było przeistoczenie standardowego bałwana w niestandardowego śnieżnego zająca:) Jakże piękna bywa czasami ludzka wyobraźnia! A piękniejsza tym bardziej, jeśli za jej pomocą tworzy się coś dobrego:

)Zajc2

Czytaj dalej Wielkanoc

Harper’s Bazaar

Gazetę, którą dziś przedstawię, wywęszyłam w kiosku w pracy. Od razu wpadła mi w oko, bo nie dość, że ładna na pierwszy rzut oka (bo pięknie wykończona), to jeszcze obszerna (jest co trzymać w ręku:)). Rozmyślałam chwilę nad zakupem, bo za modą nie podążam, choć oglądać lubię. I zakupiłam. 190 stron, 11.99 zł. Cena przystępna. Jednak dopiero po zapoznaniu się z treścią (jestem cały czas w trakcie czytania) stwierdziłam, że zakup był naprawdę udany. Gazeta jest naprawdę ciekawa, ma sporo artykułów, wszystko jest pięknie wytłumaczone. Dodam, że według mnie Harper’s jest lepsza od Vogue’a. Przynajmniej mi ta pierwsza bardziej przypadła do gustu. Harper’s to nowość w Polsce. Ten numer, który posiadam, jest drugi. Czyli naprawdę świeżutka bułeczka. W którymś z kolejnych postów opiszę z większymi szczegółami zawartość gazety. Na razie nic więcej nie dodam, bo przeczytałam dopiero nieco ponad połowę HB.

Okładka:

Gazeta

Czytaj dalej Harper’s Bazaar

Valentinstag

Wprawdzie już po Walentynkach, więc post trochę nie na czasie, ale lepiej późno niż wcale. Dzień Świętego Walentego obchodziliśmy wcześniej niż 14 lutego, a to za sprawą wolnego weekendu i przypływu niespodziewanej gotówki. Wybraliśmy się oczywiście na zakupy. Kupiliśmy sobie nawzajem kilka gadżetów (czyt. ubrań i bielizny). Jednak najbardziej niespodziewanym prezentem dla mnie była książka, na którą polowałam już jakiś czas temu i niestety w Empiku nie mogłam jej znaleźć (tak, wiem, wydawałoby się, że w Warszawie wszystko jest w zasięgu ręki, lecz niestety często w zwykłym kiosku „w polu” szybciej znajdziemy to, co chcemy niż w stolicy; tak było w przypadku segregatowa A5, którego szukałam przez kilka dni). Książkę umieszczam na zdjęciu poniżej. Innych prezentów nie pokażę ;)

Chopi

Czytaj dalej Valentinstag

Biżu biżu

Kilka dni temu zakupiłam w Auchan tablicę korkową. Miałam pewien pomysł. Stwierdziłam, że już mam dość chodzenia w tych samych kolczykach/bransoletkach itp., a jak mam ochotę założyć coś nowego, to muszę przekładać dziesięć rzeczy, by dostać się do tej, którą chcę założyć. Pomyślałam, że dobrze byłoby mieć wszystko pod ręką, w jednym miejscu. Stojak odpadał, bo zajmuje sporo przestrzeni, a poza tym ten wstrętny, zbierający się kurz! Potrzebowałam czegoś bardziej praktycznego. Tak zrodził się pomysł na tablicę. Biżuteria została przypięta do niej za pomocą pinezek. Mogę ją przewieszać w różne miejsca, układać jak chcę. Wszystko zawieszone jest na ścianie. Niestety nie mogłam pozwolić sobie na wbicie w ścianę gwoździa, dlatego tablica zawieszona jest w nieco inny sposób. Ale nie będę się tutaj rozpisywać o majsterkowaniu. Najważniejszy jest efekt i to, że moja potrzeba, o której piszę we wstępie, została zaspokojona. A oto efekt:

Tablica

Ombre nails

Trochę czasu minęło zanim zdecydowałam się i znalazłam chwilę na zrobienie Ombre nails. I oczywiście, zaraz po tym jak to zrobiłam, postanowiłam umieścić moje dzieło na blogu. Nie jest ono wspaniałe, ale w Ombre fajne jest to, że można je robić wedle własnego uznania. Ważne jest, by utrzymać „temat”. Moje pazurki prezentują się tak:

Pazurki

Czytaj dalej Ombre nails

Świąteczne plany

Święta, święta i po makijażu. Jakże współczesne to przysłowie. Oddaje najlepiej jak może cały sens tegorocznych świąt. Jak zwykle z wielkim entuzjazmem pakowałam prezenty oraz niezbędne rzeczy do podróży, gdyż jak co roku święta spędzałam u rodziców. Cieszyłam się jak małe dziecko na błogie lenistwo, na śnieg za oknem i ciepły kaloryfer w pokoju. Aż tu nagle, niespodziewanie dla wszystkich, połowę domowników dopadła grypa. I tak człowieku weź sobie coś zaplanuj! Wysoka gorączka, termometr niewychodzący spod pachy, leżenie pod kocem, dreszcze i złość na to, że nie można nawet wyjśc na dwór! Na szczęście, że chociaż w Wigilię wszyscy byli zdrowi. Natomiast późniejsze dni obfitowały w leki mające zwalczyć wstrętne choróbsko. Co za złośliwośc losu! A miało być tak pięknie! Lepienie bałwana, bieganie z aparatem po zaspach, zabawy z psami! Wyszło z tego tylko zbudowanie śnieżnej latarni oraz oglądanie przez lornetkę stacji kosmicznej lecącej po niebie, bo akurat warunki atmosferyczne na to pozwoliły. Plusem w tym wszystkim jest to, że dostałam super prezenty, z którym bardzo się sieszę, przeczytałam sporo ksiażek (nawet krótka bajeczka o Alicji w Krainie Czarów wpadła w moje ręce) i zaczęłam rozwijać malarski warsztat. Czyli niby nie było źle, ale jak to u typowego Polaka bywa – mogło być lepiej. I rzeczywiście mogło, gdyby nie wirus! A teraz, Warszawa, praca i życie codzienne, którym należy się zająć. No ale jeszcze Sylwester przed nami i powitanie Nowego Roku, który MUSI być lepszy niż obecny!

wita

Czytaj dalej Świąteczne plany