Prezenty, prezenciki

Ostatnio naszła mnie ochota na zamówienie sobie czegoś przez internet. Rzadko kiedy zamawiam coś w ten sposób, więc postanowiłam odświeżyć łącza. Jeden wybór był oczywisty: James Herriot. Drugi natomiast: a! spróbuję! Tak oto przyszły do mnie dwie paczki w jednym czasie. Pierwsza była ta:

Krem

Mieściło się w niej małe pudełko kremu do rąk, kilka próbek oraz mnóstwo zielonych gąbeczek, przez które pierwszą moją myślą było, że oszukali mnie i nic oprócz tych gąbek tu nie ma! :)

Krem1

Na szczęście na dnie znalazłam to, co zamawiałam.

Krem2

Krem4

Krem3

Próbek jeszcze nie otwierałam, natomiast krem owszem. Cóż mogę powiedzieć, krem jak krem, głowy nie urywa mimo tylu pozytywnych komentarzy. Ładnie nawilża, to prawda, jednak co do zapachu, tutaj mogę się kłócić. Wiele osób pisało/mówiło, że nieziemsko pachnie. Mnie akurat ten aromat mdli:) Ale znalazłam i na to sposób: po nakremowaniu rąk, po prostu ich nie wącham, a po kilku godzinach (dwóch, trzech) zapach jest na tyle niewyczuwalny, że przestaje mi przeszkadzać.

Kolejnym prezentem, który sobie zafundowałam były dwa gadżety/rzeczy z muzeum mojego ulubionego pisarza, Jamesa Herriota. Cieszyłam się jak małe dziecko, gdy zobaczyłam tę kopertę:

Herriot

To pierwsza taka przesyłka zza granicy, dla mnie:) Już sam ten fakt jest powodem do radości:) W paczce znajdował się piórnik oraz lanolina:

Herriot1

Herriot2

Herriot3

Herriot4

Piórnik miał już swoje pięć minut i zdał egzamin, natomiast lanolina jest po prostu boska! W porównaniu do kremu LOVE ME GREEN jest o niebo lepsza. I tańsza, bo kosztowała niecałe dwa funty.

Tak więc, jedno z moich marzeń zostało spełnione :) Czas na kolejne! :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>